02.04.20

Kolejny quest w Piwnicznej-Zdroju

Wszyscy czekamy chwili, w której będziemy mogli swobodnie podróżować. Na tę chwilę czekał będzie także nowy quest w Piwnicznej-Zdroju.

Piwniczna-Zdrój pełna questów!

Chociaż chwilowo nasze prace w terenie musiały zostać wstrzymane, w poprzednich miesiącach wykonaliśmy dość pracy, żeby już teraz móc zapowiedzieć uruchomienie kolejnych questów w jednym z największych już questowych zagłębii w Polsce: Piwnicznej-Zdroju.

Polecając również na przyszłość starsze questy w Piwnicznej, Tajemnice Węgielnika i Spacer piwniczańskimi zdrojami, dziś zawiadamiamy o queście prowadzącym od centrum uzdrowiska malowniczą górską drogą aż za granicę polsko-słowacką, do Mniszka nad Popradem, a powstałym w ubiegłym roku z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.
 

Wspomnienie ofiary

Głównym bohaterem questu jest Antoni Sidełko - zabity 1 września 1939 roku przez nacierające siły słowackie starszy przodownik Korpusu Ochrony Pogranicza, prawdopodobnie pierwsza ofiara II wojny światowej na Sądecczyźnie. Wspomnienie ofiary Antoniego Sidełki wiąże się z pamięcią o walkach stoczonych w rejonie Piwnicznej-Zdroju 1 września z wojskami słowackimi, które na polanie w Podoliku przeprowadziły natarcie z udziałem dwóch wozów opancerzonych, powstrzymane przez polskich obrońców ukrytych za osłoną przeciwpancerną. Kontrnatarcie 1 kompanii batalionu KOP "Żytyń" doprowadziło do zajęcia na krótki czas trzech przygranicznych słowackich miejscowości, w tym Mniszka nad Popradem, gdzie starsi ludzie pochowali Antoniego Sidełkę. Trzeba podkreślić, że zdaniem historyków słowackich 1 września w rejonie Piwnicznej inwazji dokonały oddziały niemieckie, Słowacy zaś pojawili się tutaj kolejnego dnia.

W siedemdziesiąciolecie tych wydarzeń bohatera naszego questu uczczono pomnikiem odsłoniętym w Piwnicznej-Zdroju. Dekadę później powstał quest - napisany tak, by można go było śpiewać na melodię popularnej piosenki "Ukraina", znanej też jako "Hej, sokoły!". 
 

Świadek historii

Znaczna część trasy questu prowadzić będzie wzdłuż Popradu. Dołączamy tekst autorstwa pochodzącej z Piwczninej Joanny Maślanki powstały w ramach konkursu dziennikarskiego Skarbów Górali, a opowiadający o tej wspaniałej rzece:
 

„Rycerz”, który góry przewierca - świadkiem historii


Poprad jest główną rzeką Piwnicznej, obszar miasta jest cały położony w jego zlewni. Wypływa z trzech źródeł, czyli z Hińczowego Stawu, Żabiego Stawu i Jeziora Popradzkiego, a kończy swój bieg, wpadając do Dunajca. Długość Popradu wynosi 167  km. Wraz  z dopływami tworzy rzekę typowo górską. 

Przy Popradzie wykonywano kiedyś czynności codzienne, takie jak pranie ubrań, mycie się, nabieranie wody do pojenia zwierząt lub przyprowadzanie ich do wodopoju. Była to również droga handlowa dla kupców, którzy spławiali (transportowali) tędy towary. Jednym z głównych zawodów związanych z rzeką było flisactwo. Flisacy zajmowali się fachowo całym procesem przygotowania tratwy i samego spławiania, a że Poprad kiedyś był większy niż teraz, przepłynięcie przez niego stanowiło nie lada wyzwanie. Rzeka była jedyną drogą handlową dostępną przez większą część roku. Przeprawa z jednego brzegu na drugi też była wiecznym problemem, mieszkańcy Piwnicznej i dzisiejszych okolicznych wsi z wielkim trudem docierali na przykład do kościoła na mszę świętą. Opowiadano, że gdy kobiety z Łomnicy w Wielką Sobotę nie mogły dotrzeć przez rzekę do Piwnicznej, aby poświęcić pokarmy, to ówczesny proboszcz, ks. Piotr Lewandowski, przybył tam i dokonał aktu poświęcenia przez Poprad. Na początku XX wieku zaczęto budować mosty, które nurt rzeczny ciągle niszczył, wskutek czego trzeba je było regularnie obudowywać. Rada miasta jeszcze w XVIII wieku wielokrotnie podejmowała uchwały o budowach mostów. Most łączący brzegi był jedynie na Hanuszowie, czyli przy ulicach Węgierskiej i Gąsiorowskiego, w miejscu obecnej kładki. Gdy panował niski poziom wody, można było się również przeprawić furmanką albo przez brody, których na terenie Piwnicznej było kilka. Później funkcjonowały tratwy na linie, służące przeprawie z jednego na drugi brzeg poprzez przeciąganie tej liny albo odpychanie się kijem od dna. 

Sama nazwa rzeki powstała bardzo dawno, a jest związana ze słowem „poprzez”. Inaczej brzmiało ono w języku starosłowiańskim, kiedy nie było „rz”, a tylko „r”, i tak z uproszczenia słowa poprd wyłoniła się nazwa Poprad. Istnieje także związana z tą nazwą opowieść o Józefie Piłsudskim, który bywając w Rytrze, nazwał naszą rzekę rycerzem, co góry przewierca. Poprad jest bowiem dziwną rzeką, która powinna płynąć na południe, a jednak zakręca i płynie na północ, gdy większość tamtejszych rzek biegnie do zlewiska Morza Czarnego.  

Poprad zawsze był ratunkiem w razie pożaru. Podczas wielkiego pożaru Piwnicznej w 1876 roku rząd ludzi ustawionych przy rzece podawał sobie wiadra z wodą. W drugiej połowie XIX wieku pojawiali się pierwsi turyści, dla których Poprad był miejscem łowienia ryb lub też leżakowania, opalania się, pływania. Tworzono plaże nad rzeką, a więc zabezpieczone odcinki dla celów rozrywkowych, regenerujących, gdzie niekoniecznie miały wstęp zwierzęta wypasowe. Powstało duże miejsce wypoczynkowe na istniejącej do 1956 roku wyspie, na którą dostać się można było przez wstawiany na czas sezonu letniego most. Znajdowało się tam również boisko sportowe, przebieralnia dla plażowiczów, wypożyczalnie kajaków, zjeżdżalnie do wody. Miejsce to było  przeznaczone dla ludzi w praktycznie każdym wieku. 

– Ja przybyłam do piwnicznej w 1955 roku i właściwie wszystkie wakacje spędzaliśmy nad Popradem. Można było się kąpać, rzeka była czysta. Powszechnie w czasopismach pisano o tym, że  jest najczyściejszą rzeką w Polsce – mówi pani Maria Lebdowicz. 

Na dzień dzisiejszy niestety już tak nie jest, zanieczyszczenia rzeki obejmują terytoria Polski i Słowacji. Widok pływających w Popradzie nie jest codziennością, od czasu do czasu jedynie ktoś zamoczy nogi. Niejednego przeraża to, co płynie tą rzeką. 

Częste okresy powodziowe były dla Piwnicznej klęskami, bo wielu ludzi traciło swój dobytek a nawet i życie. Ogromna Powódź w 1813 roku, o której wiemy z zapisów w kronikach kościoła w Mniszku, spowodowana osunięciem się Kicarza (góry znajdującej się blisko Popradu) oraz powstaniem jeziora okresowego sięgającego aż po Wierchomlę, doprowadziła do podmycia wieży kościoła w Mniszku, która się potem zawaliła. Fala uderzeniowa powstała po przedarciu się wody przez zator spowodowała jej przepłynięcie przez rynek miasta i zalanie najniżej położonych osiedli. Niektórzy uważają to jednak za legendę.

W sprawozdaniu posterunku żandarmerii w Piwnicznej z 1911 roku, dotyczącego Popradu, opisano różne przypadki zagrożenia i utraty życia. Jeden z fragmentów mówi: „W ostatnich czasach zrobił tutejszy posterunek spostrzeżenie, że ludność jego okręgu, a nade wszystko  gminy i miasto Piwniczna, Wierchomla Mała, Wierchomla Wielka, Zubrzyk i Łomnica, leżące nad Popradem, coraz głośniej objawiają swe niezadowolenie z powodu braku komunikacji przez rzekę Poprad, tem bardziej, że w ostatnich czasach nieszczęśliwych wypadków na rzece Popradzie jest spora liczba”. Przytoczono przykłady takich wypadków: „Jan Biskup z Piwnicznej jechał ze Starego Sącza do domu przez lód obok mostu kolejowego, lód się załamał i Biskup wpadł do wody, gdy go stamtąd wydobyto dawał jeszcze znaki życia, ale po kilku godzinach zmarł”, „Na Łomnicy kobieta umarła, 7 dni leżała w domu, ponieważ nie było którędy przewieźć ją na cmentarz, za Popradem umierają ludzie bez księdza i doktora”. Sprawozdanie to dowodziło, że konieczna jest budowa mostu. 

W 1958 roku miała miejsce wielka powódź, przez którą Poprad zerwał mosty, wskutek czego nie było komunikacji z Nowym Sączem. Żeby dostarczyć pensje pracownikom do Piwnicznej przyleciał helikopter, zrzucając w okolice posterunku milicji worek z pieniędzmi na te wypłaty. 

Przy Popradzie obchodzono nawet święto w miejscu pierwszej kładki a ówczesnego mostu „garbatego” – puszczanie wianków z okazji świętego Jana, które celebrujemy nadal pod nazwą Sobótki Nadpopradzkie. Podobno prawo do rzucania wianka miały tylko dziewice, złapać miał go dla nich kawaler. Teraz wypuszcza się je nadal dla podtrzymywania tradycji. W całej uroczystości towarzyszy Regionalny Zespół „Dolina Popradu”. 

Istniały także legendy o topielcach, zamieszkujących rzeki, a robiących ludziom na złość. Głosiły one, że nie warto iść samemu nad rzekę, a zwłaszcza nie powinny tego robić młode dziewczyny, ponieważ taki topielec siedzący na kamieniu może je wciągnąć pod wodę. Topił również kobiety w ciąży albo nieochrzczone dzieci. Jak to w legendach bywa, topielcem był fantastyczny stwór, nieczłowiek. Słyszano także o mamunach przebywających w zarośniętych terenach nad Popradem i potokami górskimi, które również szkodziły ludziom. Wodziły ich po różnych wertepach (terenach trudnych do przebycia), nie dając im wrócić do domu. 

Przy Popradzie nie dzieje się już tyle, co kiedyś, na dzień dzisiejszy można jedynie przepłynąć rzekę łodziami od ulicy Gąsiorowskiego do Rytra lub po prostu ją obserwować, podziwiać. Dawniej jednak  to wokół niej organizowało się życie, a była żywiołem zarówno niebezpiecznym jak i pomocnym.

Joanna Maślanka



Jeszcze nie dziś

W chwili obecnej marsz trasą questu nie byłby możliwy ze względu na zamknięcie granicy polsko-słowackiej. Kiedy tylko minie zagrożenie epidemiologiczne i granica zostanie ponownie otwarta - zapraszamy na wycieczkę!